Babies on board…czyli jak w naszym życiu pojawił się Bastian i Nel….

podziel się wpisem

Z moim R. poznaliśmy się pod koniec  2001 roku, byliśmy wtedy  baaaardzo młodzi. Kiedy się poznaliśmy, ja byłam w drugiej klasie liceum, R., był w trzeciej. Jak mówił, od razu wpadłam w oko, ale nie miał odwagi aby do mnie podejść. Czekał rok na okazję, i w końcu się doczekał, ponieważ to JA, zaprosiłam go na zabawę połowinkową i ułatwiłam mu tym samym drogę. I wtedy wszystko się zaczęło. Nasza miłość zaczęłam rozkwitać. Po ukończeniu Liceum rozpoczęliśmy nowy rozdział w naszym życiu- jakim są studia. I choć oboje studiowaliśmy w różnych miastach, (R. został w swoim mieście rodzinnym, a ja  najpierw wyjechałam do Niemiec,  a potem  osiadłam na trzy lata w Gdańsku ) to nasz związek przetrwał. Po studiach wróciłam. Co było powodem mojej decyzji? No właśnie R. i jego nowa praca, (zaczął pracować jeszcze na studiach), a ja nie mogłam, a raczej nie chciałam mieszkać sama w Gdańsku. Czy żałowałam swojej decyzji? Zdecydowanie nie, ponieważ ja też szybko znalazłam pracę i zaczęłam pracować w najbardziej krytykowanym zawodzie, jakim jest praca nauczyciela (ach te wszystkie wolne dni, rady po godzinach, zabawy, dyskoteki, wycieczki kilkudniowe…dużo można by wymieniać .)

W 2010 roku, rok po zaręczynach powiedzieliśmy sobie “I Do, I Do to”. Zaraz po ślubie zaczęliśmy marzyć o dziecku. Wszędzie gdzie się nie obejrzałam, widziałam malutkie stópki, i nie mogłam się doczekać kiedy sami będziemy mieli takiego małego brzdąca.

Czas, w którym oczekiwaliśmy naszego synka, był bardzo trudnym okresem dla całej naszej bliższej i dalszej rodziny. Pamiętam jak dziś dzień, w którym chciałam podzielić się naszym szczęściem z rodziną, i wtedy jak grom z jasnego nieba dowiedzieliśmy się o nieszczęściu bliskiej nam osoby. Targały mną skrajne uczucia. Z jednej strony moje serce przepełnione było radością, w końcu nosiłam pod serduszkiem nasze wymarzone i upragnione dziecko, z drugiej strony, smutek, żal i ciągłe pytanie dlaczego…

Kiedy urodził się nasz synek, byłam najszczęśliwszą osobą. Nie da się opisać tego co wtedy czułam. Z pewnością każda z nas przeżywa to podobnie; mam na myśli ból i zmęczenie, które zniknęło jak po dotknięciu magicznej różdżki, gdy tylko Go zobaczyłam. Od razu zakochałam się w jego malutkich stópkach i rączkach. Już wtedy wiedziałam,  że dzięki niemu będę w stanie “góry przenosić “.

9 września 2011 roku na świecie pojawił się nasz synek, Bastian Oliwier, 3660 szczęścia.

bastionboard

Nasza Nel urodziła się cztery i pół roku później, czyli 18 marca 2016 roku. Niektóre z Was pomyślą, że długo czekaliśmy z “decyzją o drugim dziecku”, ale ja wiem że był to dla nas odpowiedni moment. Spytasz pewnie dlaczego? Otóż zaraz po ślubie zamieszkaliśmy z moimi rodzicami. Warunki mieszkaniowe mieliśmy świetne, ale i tak postanowiliśmy przeprowadzić się na swoje, więc rozpoczęliśmy budowę naszego wymarzonego domku. Po powrocie z urlopu macierzyńskiego zaczęłam wspinać się po szczeblach kariery zawodowej. Nie myśl o mnie źle, po prostu rozpoczęłam “awans zawodowy”, który wyrwał mi z życiorysu 2 lata i 9 miesięcy….I tak po pomyślnie zakończonym awansie, zaczęliśmy starać się o drugie dziecko, a Bastek był już na tyle duży i samodzielny, że bez problemu odnalazł się w roli starszego brata.  Myślę,  że wszystko poukładało się po naszej myśli. Oboje z R. robimy to co lubimy, mamy swój własny kawałek podłogi, a  nasze serca skradło dwoje przecudownych brzdąców, poza którymi  świata nie widzę.

11 marca 2016r roku na świecie pojawiła się nasza córeczka, Nel Oliwia, 55 cm szczęcia

nel_self

Leave a Reply

*