Szał zakupów przed porodem…

podziel się wpisem

Pamiętam jak dziś dzień, w którym dowiedziałam się o pierwszej ciąży. Przepełniała mnie  radość, stan, który tak na prawdę trudno opisać, przecież każda z nas przeżyw to na swój sposób. Od pierwszych dni myślałam tylko o moim maleństwie i tak mijały dni, tygodnie, miesiące. Nie mogłam doczekać się pierwszych zakupów, tych małych ubranek, łóżeczka czy wózka. Słyszałam wiele razy, za wcześnie, nie kupuj, to dopiero szósty miesiąc. Ale ja, zawsze myśląca pozytywnie, nie dopuszczałam do siebie myśli, że może stać się coś złego, więc już wtedy ogarnął mnie “szał zakupów”. Zrobiłam długą listę rzeczy, moim zdaniem potrzebnych, a potem przyszedł czas na przyjemności, czyli gadżety, które miały “ułatwić” nam życie i sprawić przyjemność naszemu maleństwu. Jak się później okazało, wiele z tych “przydatnych rzeczy” nie były przeze mnie w żaden sposób wykorzystana.

Na rynku pojawiają się coraz to nowsze rzeczy, które mają ułatwić nam wychowanie naszych pociech. Wystawy sklepowe krzyczą “Kup mnie”, a producenci prześcigają się w zachwalaniu swoich produktów, których ceny przyprawiają nieraz o zawrót głowy.  Każda mama myśli że wie, co jej dziecku będzie potrzebne, jak tylko pojawi się na świecie, szczerze, ja miałam podobnie, więc będąc w drugiej ciąży, starałam się być już ostrożniejsza, każdy zakup przemyślałam dwa razy,  chociaż z czystym sumieniem mogę powiedzieć o sobie gadżeciara. Nie chcę Ci mówić co masz kupić, ani z czego zrezygnować, są to po prostu moje doświadczenia i przemyślenia.

Każde dziecko jest inne. I tak na prawdę dopiero kiedy pojawia się na świecie, kiedy zaczynamy je poznawać, odczytywać jego potrzeby, jesteśmy w stanie zdecydować co będzie mu potrzebne. Więc może warto poczekać do momentu, kiedy urodzimy, zanim zdecydujemy się na zakupy. Nie mówię o rzeczach niezbędnych takich jak łóżeczko, wózek czy wanienka, bardziej myślę o karuzelach, leżaczkach,  matach czy usypiaczach. Na te rzeczy zawsze będzie pora.

Leave a Reply

*