Mówili że będzie łatwiej…

podziel się wpisem

Kiedy dowiadujesz się że jesteś w ciąży, twój  świat przewraca się do góry nogami. Podobnie było ze mną. Pierwsza ciąża-sto pytań, tysiąc myśli- jak to będzie, czy sobie poradzę, czy odnajdę się w nowej roli jaką jest bycie mamą. Mijały miesiące, a ja zdążyłam przestudiować mnóstwo książek, czasopism i stron internetowych, które w jakiś sposób wpłynęły na mój sposób bycia,  ale mimo wszystko starałam się prowadzić takie życie jak dotychczas, więc nie musząc a przede wszystkim nie chcąc usiedzieć na miejscu robiłam “kilometrówkę”, co Bastkowi zostało do dziś; bowiem on też nie usiedzi na miejscu… Słuchałam muzyki,  ale wbrew wszelkim zaleceniom nie była to muzyka spokojna, wyciszająca, wręcz przeciwnie głośna i szybka. Stan w jakim była,  nie przeszkodził  mi nawet udać się na koncert jednego z moich ulubionych wykonawców.  Moja ciąża przebiegała pomyślnie, bez żadnych komplikacji, więc starałam się wykorzystać ten czas jak najlepiej, aby być w pełni gotową na przyjście mojego pierwszego maluszka, dlatego też zdecydowałam się zapisać do szkoły rodzenia.   Opieka jaką otoczyły mnie panie położne była  rewelacyjna, do dziś wspominam je z uczuciem ciepła na sercu. Droga jaką mi wskazały, pomogła mi odpowiedzieć na nurtujące mnie pytania, czyli czy na pewno będę wiedziała “że to już”, jak tak naprawdę jest po porodzie i jak porodzić sobie w połogu…

Bastek urodził się kilka dni po terminie, byłam już wtedy na oddziale patologii ciąży, ale  miałam cichą nadzieję, że nie będę musiała tam leżeć za długo, i tak też się stało. Mój synuś posłuchał mnie po raz kolejny. Pierwszy raz, kiedy lekarz stwierdził w ósmym miesiącu , że  jest nadal źle ułożony i będę musiała mieć “cesarkę”,  a on po moich prośbach odwrócił się i teraz , kiedy go prosiłam, abyśmy nie musieli za długo leżeć na  “patologii”. Na oddział trafiliśmy w czwartek rano, a na porodówkę w piątek rano…

Sam poród nie trwał długo. Ból i zmęczenie szybko minęło.  I wtedy wszystko się zaczęło….Ale o tym innym razem.

Gdy zaszłam w drugą ciążę wszyscy mi powtarzali, że teraz już będzie łatwiej, przecież wiem, jak przebiegała moja pierwsza ciąża i sam poród, więc nie mam się czego obawiać. Z początku tak było. Prowadziłam taki sam tryb życia, byłam wesoła, ale przede wszystkim pozytywnie nastawiona.  Wszystko przebiegało pomyślne aż do 39 tyg. kiedy to mój lekarz wysłał mnie na odział patologii w celu obserwacji…I wtedy wszystko się posypało. Moje nastawienie było złe, musiałam zostawić w domu mojego Bastka, nie wiedziałam kiedy urodzę i do tego jeszcze oddział patologii… To wszystko spowodowało że podskoczyło mi ciśnienie, co zagrażało mojej kruszynce. Musiałam leżeć i czekać… W szpitalu spędzałam kolejne dni, aż w końcu lekarze stwierdzili że muszą wywołać poród…Przeżycie nie do opisania. Nie chciałabym tego przechodzić jeszcze raz…

Dlaczego o tym wszystkim wspominam, może dlatego, że moim błędem było myślenie że wszystko będzie wyglądało tak samo, a może chociaż podobnie, że mimo zapewnień lekarzy, nie zawsze jest tak jakbyśmy tego chciały. Nastawiamy się na poród naturalny i mimo naszych starań musimy mieć ostatecznie cesarkę. Myślimy ze kolejny poród będzie łatwiejszy i szybki, a jest pod górkę. I mimo że chciałybyśmy inaczej, na natura decyduje za nas…ale nie ważne jakbyś się denerwowała czy bała, to przede wszystkim liczy się pozytywne nastawienie, bo strach ma zawsze wielkie oczy…

Leave a Reply

*