Karmimy się…

podziel się wpisem

Za każdym razem kiedy spotykam znajomych, czy to bliższych czy też dalszych zawsze pada jedno pytanie. Grzecznie na nie odpowiadam, ale w duchu sobie myślę, że jest to moja sprawa a nie wszystkich… Chodzi oczywiście o karmienie, i to odwiecznie pytanie ” A karmisz jeszcze? Czy dajesz butelkę?” I właśnie w tym momencie rodzi mi się w głowie milion pytań i odpowiedzi. Dla każdego granica karmienia piersią jest na pewno różna i inaczej praktykowana.  Każda z mam wie co jest dobre dla jej dziecka i nie do końca rozumiem dlaczego jest tak duża nagonka na karmienie butelką…

Bastka karmiłam siedem miesięcy. Początki były na prawdę trudne. Uparciuch  na początku, nie chciał pić mojego mleka i już w szpitalu był dokarmiany, mimo że ja pokarm miałam. Próbowałam wielu sposobów, nakładki, poducha, spod pachy, na leżąco ale nic nie przynosiło efektu, a przecież musiał jeść, więc jedynym rozwiązaniem była butelka. Po kilku dniach prób chyba go olśniło i zaczął ssać, ale nie miał co bo zaczęło brakować mleka ( o zgrozo), więc piłam te wszystkie herbatki i zioła, aby pokarm wrócił. I wrócił, z nawiązką, więc w końcu byłam zadowolona. Moja radość nie trwała długo. Bastkowi po kilku miesiącach znowu się odwidziało i nie chciał ssać, mimo że przestrzegałam diety mamy karmiącej. I od początku toczyliśmy bój o pierś. Raz butelka, raz pierś  i tak przez kilka tygodni. Kto wygrał bitwę? Oczywiście że ja. Ale na wiele się to nie zdało, bo gdy Bastek skończył sześć miesięcy, wróciłam do pracy i chcąc nie chcąc musieliśmy przejść na butelkę ( co pamięta z tego okresu R. ? wzór: 180 wody, czyli 120 plus 60 plus 6 łyżek…). Przygoda Nel z mlekiem matczynym jest inna. Maluda od początku wiedziała co ma robić i robi to nadal, choć teraz gdy skończyła już dziewięć miesięcy sama wybiera sobie okoliczności kiedy chce pić mleko. A wszystko  zaczęło się od momentu rozszerzania diety. Gdy posmakowała innego jedzenia, to niezbyt chętnie sięgała po mleko. Udawało mi się dać jej pierś na kolację, ale rano obowiązkowo była butla. Tak zaciskała zęby przed piersią że nie było zmiłuj się, więc co miałam zrobić, dawałam jej butlę. Tak było przez około dwa tygodnie, kiedy to pewnego ranka, przyszłam do niej z butlą, a ona tak się wierciła, tak się kręciła i zaciskała dziubala,  że aż zwątpiłam i już nie wiedziałam o co jej chodzi. Zaczęłam głośno myśleć ” ode mnie nie chcesz, butli też nie, to co ty będziesz jadła…” aż w końcu stwierdziłam że może się stęskniła za piersią…. i był to strzał w dziesiątkę, znowu się karmimy….Ale był też okres, kiedy musiałyśmy przejść na butelkę. U Nel padło podejrzenie alergii pokarmowej oraz zbyt długiej żółtaczki. Aby uchronić się przed szpitalem, musiałam odstawić ją od piersi na trzy doby…na szczęście wszystko dobrze się skończyło i mogłam wrócić do karmienia. Nasza przygoda tak już trwa prawie dziesięć miesięcy. Jak długo jeszcze? nie wiem, zależy od niuni, i od tego na ile mi starczy pokarmu…

Moja przygoda z karmieniem nie należała do łatwych. Walczyłam od początku z przeciwnościami, ale się nie poddałam. Chciałam karmić piersią. Był i jest to mój wybór.  Ale to życie pisze za nas scenariusz i nie zawsze jest tak jakbyśmy tego chciały. Nieraz nie mamy pokarmu, nieraz maluchy nie chcą po prostu ssać, nieraz nie możemy bo chorujemy. Byłam w podobnej sytuacji, i wiem że z pewnością mówiono za moimi plecami, że nie karmię naturalnie, ale nikt z tych osób nie zapytał się o powód, tylko burknął pod nosem “a to już nie karmisz?”. Dlatego dzisiaj staram się nie osądzać mam, które nie karmią naturalnie, które zdecydowały się na ten krok świadomie, gdyż nie umiały sobie tego  wyobrazić. Mam zawsze tylko cichą nadzieję, że nie robią tego z powodu, przez który ma się “brzydkie, żółte palce i nie świeży oddech” … albo że “maluch je za długo i za często trzeba go dostawiać, co może  przeszkadzać innym domownikom….”.

 Nie rozumiem też stwierdzenia, że ma się wtedy mniejszą więź z dzieckiem, bo ja miałam i mam z Bastkiem przeogromną…Decyzja zawsze powinna należeć do mam i jeśli ktoś karmi butelką to starajmy się to uszanować a nie osądzajmy… i nie zarzekajmy się, że my tak nie będziemy, bo nigdy nie wiadomo co nas czeka…

A  poniżej nasze stanowisko pracy z Nel 🙂 Mój R. zadbał o to aby było nam wygodnie i elegancko 🙂

img_0553

img_0557

img_0559

 

 

2 Comment

  1. Daria says: Reply

    Bardzo mądrze napisane 😀 Zgadzam się z kaźdym zdaniem w tym tekście. U nas było też przebojowo. Z Jasiem było mega ciężko. Był niecierpliwy i nie wystarczało mu tylko moje mleko. Poród naturalny i pierwsze dwa-trzy tygodnie to była walka o każdy ml mojego mleka. Też herbatki, dieta, ziółka itp. Jak się rozkręciło i Jasiek ładnie pił to po dwóch miesiącach okazało się, że poziom bilirubiny jest bardzo wysoki i trzeba odstawić od piersi na tydzień. Niestety po tym czasie, mimo odciągania , pokarm zaczął zanikać. Jasiowi było za mało i strasznie płakał a ja razem z nim. Tak walczyliśmy jeszcze miesiąc, ale pokarmu było nadal za mało. Podjęłam decyzję,że przechodzimy tylko na butlę. W sumie Jasiu był na samej piersi tylko dwa miesiące. Jednak przez trzy lata w ogóle nie chorował. Alergie ma, ale jak oboje rodziców jest alergikami to cudem by było gdyby Jaś tego nie odziedziczył. A z Tosią było zupełnie inaczej. Urodzona przez cc a ja w trzeciej dobie miałam nawałnicę. Pokarmu tyle, że cały oddział bym wykarmiła. Gdy pierwszy raz była dostawiona od razu wiedziała co ma robić. I do 6 miesiąca było pięknie. Niestety pod koniec 6 miesiąca dopadł mnie przykurcz mięśni barku z zapaleniem i musiałam dostać silne leki i zastrzyki. Musiałam odstawić Tosię na tydzień. Płakałam a moja mądra dziewczynka od razu załapała że musi z butli pić mleczko. Pierwsza doba po odstawieniu była tragiczna. Miałam taki nawał pokarmu, że ledwo kontaktowałam co się wokół mnie dzieje. Na szybko szukałam laktatora bo sama ręcznie nie dawałam sobie rady. Mleko nachodziło jak szalone. I jak przeszłam na laktator to w ciągu tygodnia pokarm się skończył. Tosi wyszedł wtedy już drugi ząbek więc podjęłam decyzję, że zostawiam ją na butli. I pamiętając jak nacierpieliśmy się z Jasiem i odzyskiwaniem pokarmu stwierdziłam,że nie chce dziecku fundować traumy. I Tosia jest na butli. I mimo, że pół roku ją karmiłam (w sumie takie minimum sobie założyłam) to okazało sie, że ma uczulenie na białko mleka krowiego i jajko kurze. Po miesiącu bycia na mm nabawiła się zapalenia jelita grubego. Miesiąc dochodziliśmy do zdrowia. Ale teraz specjalna dieta i jest ok. Tosia rozwija się cudnie. Jasiek ma już 5 lat i jest bystrym i zdolnym przedszkolakiem ze zdumiewającymi zdolnościami sportowymi. Tosia ma 9 miesiecy i rozwija się niesamowicie. Zaczyna stawiać pierwsze kroki. A ja jestem szczęśliwą mamą. A szczęśliwa mama to szczęśliwe dzieci 😀

    1. Beata Zalewska-Radziejewska says: Reply

      Każda mama ma swoją historię, dlatego uważam, że zawsze powinno się poznać jej historię zanim zacznie się krytykować…

Leave a Reply

*