Karmimy się na….wakacjach

podziel się wpisem

Tyle się mówi o urokach karmienia piersią. O tym jakie to proste i bezproblemowe, jak ważne dla prawidłowego rozwoju  naszych dzieci. W każdej chwili i gdziekolwiek jesteś możesz nakarmić swojego malucha. Ostatnio nawet “Papst” pozwolił mamom karmić dzieci podczas chrztu. Wydaje się to takie oczywiste, przecież gdy sama jesteś głodna, sięgasz po jedzenie. Tak samo powinno być z maluchami, gdy są głodne, po prostu dajesz im jeść, nie zważając na otoczenie… Ale czy rzeczywiście karmienie piersią w miejscach publicznych jest to takie łatwe? Czy tak łatwo wyzbyć się skrępowania i nie zwracać uwagi na spojrzenia i szepty gapiów? Czy mimo otwartości na publiczne karmienie, łatwo jest karmić przy znajomych?  Przecież robimy to dla naszych maluszków…

Gdy urodziłam starszaka, karmienie w miejscach publicznych było tematem tabu. Nie przyszło mi więc nawet do głowy, żebym mogła  karmić go przy ludziach… . Bastek urodził się jesienią , więc gdy pojechaliśmy na pierwszą dłuższą wycieczkę, pił już butelkę czyli problemu ani tematu nie było.

Nel- mała podróżniczka urodziła się w marcu. Swoją pierwszą dłuższą wycieczkę miała już w maju. Cały dzień poza domem, co oznaczała karmienie co najmniej co trzy godziny. Pomyślałam sobie “żaden problem, mogę przecież karmić wszędzie, tyle się o tym mówi”. I chyba tylko mówi, bo ja spotkałam się z samymi negatywnymi osobami. I to nie było tak, żebym karmiła bez jakiegoś okrycie, nic tak na prawdę nie było widać, ale i tak to nie pomogło… Po dwóch próbach postanowiłam znaleźć lokal, który będzie dostosowany dla kobiet karmiących, ale jedynie co znalazłam to były pomieszczenia dla “matki z dzieckiem”, ale nie do końca dla karmiących. Tak więc wróciliśmy z wycieczki troszkę zniesmaczeni, a w planach mieliśmy tygodniowe wakacje. Trochę się obawiałam jak to będzie, bo przecież nie miałam zamiaru biegać do hotelu tylko po to aby dać Nelci jeść… Ale niestety moje obawy się potwierdziły. Wiele osób patrzyło na mnie ze zdziwieniem, z niesmakiem i z takim grymasem na twarzy który mogłabym odczytać jako “co ty robisz, nie możesz iść w jakieś ustronne miejsce, my tu jemy…” a przecież nie muszę dodawać że Nel też jadła i podobnie jak wcześniej nic nie było widać. A co było w tym wszystkim najdziwniejsze, to fakt że najczęściej kobiety, matki, bądź młode dziewczyny patrzyły na mnie z niesmakiem, a starsze babcie, po których bardziej spodziewałabym się krytyki, uśmiechały się i ze zrozumieniem patrzyły na to co robię.

Najbardziej zaskoczyły mnie pewne kelnerki, w jednej z sopockich kawiarni. Upał na dworze, wszyscy klienci siedzą na dworze. W środku ani jednej duszy, więc wchodząc do środka, zapytałam się grzecznie kelnerek, czy nie będą miały nic przeciwko jeśli usiądę sobie o tam w kąciku z dala od wszystkich i nakarmię małą. Sześć młodych dziewczyn, pewnie przyszłych mam, tak się zmieszały że aż zaniemówiły. Każda tylko spoglądała na siebie, nie wiedząc co mi odpowiedzieć. Trwało to parę sekund, aż zawołały kierowniczkę, równie młodą co one, która bez wahania i namysłu odpowiedziała że mogę nakarmić, i była trochę zdziwiona zachowaniem swoich koleżanek…

Tak więc nasza przygoda z publicznym karmieniem nie należała do przyjemnych i łatwych. I gdy ja się denerwowałam tymi wszystkimi spojrzeniami i szeptami , to i Nelcia nie chciała jeść…  A wydaje się mi, że powinna być to dla nas przyjemność. Z mojego punktu widzenia, nie wszyscy są już na to gotowi. Dla wielu ludzi jest to nadal temat, którego wolą unikać, mimo że tyle się o tym mówi. Widok karmiącej matki nie powinien wywoływać tyle zamieszania,  przecież dajemy dzieciom to co najlepsze.

Poniżej krótkie wspomnienie z ostatnich wakacji 🙂

IMG_20160624_192100

 

IMG_20160620_153643

IMG_20160618_104841

 

IMG_20160620_124703

 

IMG_20160619_190745

 

foto nagłówka: https://unsplash.com/@seemisamuel

Leave a Reply

*