Czuję się niesamowicie! :)

podziel się wpisem

Do napisania tego postu zachęcił mnie mój R. Stwierdził coś na zasadzie ” nabrałaś ogromnej motywacji, do osiągnięcia wyznaczonego celu, podziel się z tym na blogu… publiczna deklaracja dodatkowo mobilizuje, ale i być może zmobilizuje twoje czytelniczki!”, a chodziło mu dokładnie o ćwiczenia…

Ja, mama dwójki dzieci. Mama, która w nocy ma kilka pobudek, która ma na głowie pranie, sprzątanie, gotowanie, zmęczenie i milion innych spraw, zawsze miałam tysiąc wymówek żeby tylko nie ćwiczyć. Wiosną i latem wystarczał mi rower i rolki, a zimą wszystko szło w boczki i nogi, więc nie było żadnego efektu. Kilogramy spadały, ale formy i kondycji nie było. Kilka razy próbowałam ćwiczyć w domu niejaki skalpel, czy spalanie, chodziłam nawet na zumbę, ale pora mi nie odpowiadała, więc i z tego zrezygnowałam. No cóż, postanowienia noworocznego też nie robiłam, bo wiedziałam że w domu nie dam rady, nie miałam takiej, w sumie żadnej motywacji…

I tak, czas mijał a ja nadal wykręcałam się wszystkim co się dało. R. próbował mnie zmobilizować kila razy tłumacząc, że w ćwiczeniach nie tyle chodzi o wypracowanie pięknego ciała ale o oderwanie się od obowiązków, o aktywny odpoczynek. Mój R. jest fanem biegania i jazdy na rowerze i sama widzę jak potrafi latem wstawać o 5 rano i wrócić po kilku godzinach treningu , fizycznie wykończony ale psychicznie niesamowicie szczęśliwy.

Ja zawsze odpuszczałam, mimo że w podświadomości chciałam coś zrobić, spróbować czegoś nowego, powalczyć o  swoją figurą. W końcu R. wziął sprawy w swoje ręce…kupił mi karnet na siłownię…nie na godzinę, na trzy miesiące, bo taka tylko była opcja, więc stwierdził że jak nie będę chodzić to wyrzucę duuuużo kasy w błoto. Więc co miałam, zrobić. Położyłam dzieci spać i pojechałam…patrzę na zegarek 20.00…

Pierwsze zajęcia zaliczyłam z trenerem personalnym. Wycisk niesamowity, czułam wszystkie mięśnie, zmęczenie dawało się w znaki, ale miałam jakiegoś takiego dodatkowego powera, sama nie wiem skąd. Drugi dzień i znowu zajęcia z trenerem, ale tym razem już ważenie i rozpiska ćwiczeń. Waga mnie zainspirowała, a sam trener tak zmobilizował, tak słodził, tak budował moją pewność, że zamiast zrobić sobie dzień przerwy, to punkt 20.00 dnia następnego byłam na siłce, trening lekki, ale był.  Mój plan był prosty, będę jeździć trzy razy w tygodniu, a skoro zaczęłam we wtorek to w piątek powinnam mieć przerwę, ale nie, nie ja, tak mnie wciągnęło, że w piątek też wsiadłam w samochód i ruszyłam przed siebie. Zaczął się kolejny tydzień, a ja nie opadam z sił, mam jeszcze większego powera. Rano, wstaje “dziwnie” wypoczęta, choć mięśnie bolą. Wieczorem robię do oporu, i nawet jak wracam z siłki to mam ochotę jeszcze coś ogarnąć, napisać czy poczytać szarego…  I dziwię się sobie, że na prawdę tak mi się chce. R. mnie dopinguje i to w sumie dzięki niemu tak się wkręciłam w ćwiczenia. Dodatkowo postawił mi wysoko poprzeczkę. Zaproponował mi trzy stopniowy poziom “nagród” za to że będę ćwiczyć. Jeśli nie poddam się po miesiącu to kupi mi wypasiony strój do ćwiczeń, bo tego mi jeszcze brakuje. Po dwóch miesiącach kolację! A po trzech zafunduje mi weekend w Londynie u mojej psiapsiółki :)…. 

Ps. Pierwszy miesiąc już prawie minął. Zaczęłam ćwiczyć 7 lutego, odliczając weekendy (osiem dni), byłam na siłce 15 razy….

Jest moc! 🙂 A już niebawem większa relacja z moich ćwiczeń 😉


foto nagłówek

4 Comment

  1. Daria says: Reply

    Po pierwsze – Brawa dla Ciebie!!! Najtrudniejszy pierwszy krok. Najtrudniej zacząć, później już z górki 🙂 Trzymaj tak dalej!!!
    Po drugie – OMG – masz mega mądrego męża :))) Ogromne brawa dla niego za to, że tak Cię zmotywował i wprowadził w życie plan motywacyjny 🙂
    (Z chęcią wysłałabym mojego męża na małe szkolenie do R. haha 😉 )

    1. Beata Zalewska-Radziejewska says: Reply

      Dziękuję:)
      Gdyby nie R. pewnie nie zaczęłabym ćwiczyć, potrzebowałam takiego bodźca żeby zacząć działać:)

  2. Sylwia says: Reply

    Tez takiej motywacji potrzebuje. Ciekawy wpis. Ja do tej pory miałam dokładne tak samo – rolki i rower. Zimą słodkie lenistwo

    1. Beata Zalewska-Radziejewska says: Reply

      Dziękuję za miłe słowa:) Zima jest najgorsza, do tej pory nie chciało mi się ruszać, ale jak tylko raz spróbowałam tak od razu się czuję się lepiej:)

Leave a Reply

*