(Nie)kura domowa…

podziel się wpisem

Bardzo często na portalach społecznościowych wiele kobiet, dodam matek i żon z kilkuletnim stażem i dziećmi ( nie mam na myśli pierwszego dziecka, czy noworodka, ale już takiego kilkumiesięcznego, któremu udało się ustalić pewien rytm), publikują obrazki typu, “Jestem zapracowaną mamą więc, już się nie musisz strać, czytaj możesz się  w ogóle nie malować, chodzić w dresach przez cały tydzień lub w piżamach przez cały dzień , mieć “przetłuszczone” włosy, nie wspominając choćby o domowym manicure czy pedicure, przecież i tak jest zima…  no i nie zapominajmy o najważniejszym czyli o dodatkowych kilogramach, no bo przecież urodziłyśmy dzieci więc nam wolno…”.

Mamy przecież już męża, który musi nas zawsze i pod “każdą postaciom” kochać, wspaniałe dzieci, wymarzony dom, więc nic nam więcej do szczęścia nie jest potrzebne… Ja nigdy nie byłam zwolenniczką takiego rozwiązania, nigdy nie lubiłam takich wymówek, bo jest to najkrótsza i najprostsza droga do zatracenia się.  Jeśli do tej pory dbałaś o swój wygląd, to co się nagle stało takiego, że już tego nie robisz? Co innego, jeśli do tej pory byłaś zwolenniczką naturalności, i było ci z tym dobrze…

Ja jednak postanowiłam, że przez parę dni spróbuję być taką właśnie  “kurą domową”, czyli nie będę się malować, będę chodzić tylko w dresach, no bo przecież mam tyle obowiązków- dzieci, pranie, sprzątanie, gotowanie,  nie mówiąc o załatwianiu czegoś “na mieście”  więc nie muszę o siebie dbać…

Na szczęście te dni minęły bardzo szybko, i bardzo się z tego cieszę, bo nie wiem czy wytrzymałabym dłużej. Po tych paru dniach czułam się okropnie, nic mi się nie chciało. Było mi obojętne jak wyglądam, wpadłam w jakiś nawyk nic nie robienia, za to ciągłego marudzenia. Spoglądałam w lustro i codziennie widziałam bardziej zmęczoną mamę, której przestaje zależeć… Wniosek dla mnie był jeden,  jeśli szybko nie wrócę do swoich przyzwyczajeń, będzie ze mną źle. Nie mam na myśli przesadnego makijażu (permanentnego, przedłużanych  rzęs, czy włosów, chociaż żeby nie było nie mam nic przeciwko),  ale zamiast leżeć dziesięć minut dłużej w łóżku, wolę wstać wcześniej i zrobić sobie lekki dzienny makijaż i uczesać włosy, i robię to nawet wtedy gdy w planach mam sprzątanie. Nie lubię chodzić zbyt długo w piżamach, bo im dłużej w nich jestem, tym mniej chce mi się ubierać….i cokolwiek robić; za to dresy są niestety bardzo często w użyciu, jest mi po prostu wygodniej, jak to się mówi “dres fajny jest”, ale jak tylko mam okazję ( choćby spacer z Nel) od razu je zrzucam i ubieram coś “ładniejszego”, no chyba że są to jakieś na prawdę “stylowe” dresy, to co innego….

Wiem, że nie wszyscy są takiego zdania, ale ja już taka jestem, odkąd tylko pamiętam… Wiele moich koleżanek zrezygnowało z makijażu, i wyglądają świetnie, bardzo naturalnie i przede wszystkim podobają się swoim mężczyznom ,  ja niestety mam taką cerę jaką mam, czyli naczynkową, więc bez makijażu czuję się nieswojo, widać mi każdą żyłkę czy plamkę…a przecież chodzi o to żeby czuć się dobrze we własnej skórze…. będąc matką, żoną i panią domu…

foto nagłówek https://unsplash.com/@freestocks

2 Comment

  1. Świetnie! Popieram , jesteś moją inspiracją ! Pelna pasji i energii kobieta!

    1. Beata Zalewska-Radziejewska says: Reply

      Dziękuję, najważniejsze to znaleźć w sobie tą siłę i motywację do działania:)

Leave a Reply

*